Miejsca

40 odcieni zieleni – 40 shades of green

16 marca 2017

Na długo nim można się było wybrać do kina w Walentynki na 50 twarzy Gray’a (50 shades of Gray), Johnny Cash po powrocie z Irlandii napisał piosenkę o 40 odcieniach zieleni (40 shades of green). Skomponował tę piosenkę w 1959 roku, a udało mu się tak oddać irlandzki klimat, że wspominał kiedyś jak po jednym koncercie w Irlandii pewien starszy mężczyzna podszedł do niego zapewniając, że to na pewno jest stara irlandzka melodia. Johnny Cash choć Amerykanin idealnie oddał w piosence to co każda wrażliwa dusza w Irlandii poczuje.

Choć wyprawę zaczęliśmy od industrialnego Belfastu to już tam przy herbacie i maślanych ciastkach miałam okazję poznać to co najbardziej irlandzkie w Irlandii czyli rodzinę. Otwartą, radosną, zainteresowaną Tobą i przede wszystkim z tym pozytywnym nastawieniem, że wszystko jest cudowne. A Belfast choć industrialny to ma kilka przepięknych miejsc. Jak park i ścieżki wokół wybrzeża. To właśnie tam zakochałam się bez pamięci… w irlandzkim oceanicznym powietrzu. Nie ma lepszego. Od zawsze mam tak, że wszędzie jest dla mnie za ciepło, zbyt duszno i nawet zimą śpię przy otwartym oknie. Irlandzkie powietrze to lepsza jakość. Łatwiej się oddycha.

Long time before it was possible to watch 50 shades of Grey on Valentine’s Day Johnny Cash wrote a beautiful song 40 shades of green. He composed it in 1959 after his travel to Ireland and it has such an Irish vibe, that once he mentioned that an old Irish man came to him after the concert and tried to convince Johnny that for sure it is a traditional Irish melody. Although Cash was an American he perfectly put everything in this song that every sensitive soul will be able to feel in Ireland. 

We started our travelling in industrial Belfast, but it was the place where I had the chance to meet what is the most Irish in Ireland. The Family. Outgoing, cheerful, interested in you and above all with this positive attitude that everything is lovely. And despite the fact that Belfast is an industrial place it has its own beautiful spots. Like the park and all the paths by the ocean. I fell completely in love there with… the oceanic Irish air. There is nothing better. I always had this feeling that everywhere it is too hot, too stifling and even in the winter I sleep with an open window. Irish air is a better quality. It is easier to breathe. 

Mimo, że byliśmy na wyspie tylko 6 dni plan mieliśmy ambitny, więc po powrocie byliśmy z siebie dumni, że pomyśleliśmy o tym, żeby wrócić przed weekendem i mieć możliwość odpocząć po wakacjach. To był dobry ruch. Z Belfastu jechaliśmy do Claddaghduff. Ponieważ pierwsze dwie noce były w mieście, a wycieczki kończyliśmy dwoma dniami w Dublinie, to pomiędzy postanowiliśmy doświadczyć trochę dzikiej Irlandii. Gdzie na wybrzeżu znajduje się kilka domów na krzyż, jest jeden mały pub, kilka krów i dwóch kierowców traktorów. A oprócz tego ocean, wiatr i zielona trawa.

Although we were only 6 days on the island we had an ambitious plan, so afterwards we were really proud of ourselves that we calculated to come back home before the weekend to get some rest after the holidays. That was a good move. From Belfast we drove to Claddaghduff. Because first two days we were in the city and the last two we planned to spend in Dublin, we decided to experience a little bit of wild Ireland in between. Where on the coast there are only few houses, one small pub, few cows and two tractor drivers. And besides the ocean, wind and green grass. 

W głowie miałam szalone plany o jeździe na koniach po dzikich pagórkach Irlandii, a w zamian zmiotło nas równo wiatrem i deszczem i mój parasol filmowo wywinął się na drugą stronę. Ale jak zarekomendowała nas Mary na Airbnb, nawet deszcz rano nie zgasił naszego ducha. Wyspaliśmy się, zjedliśmy śniadanie i pożegaliśmy się z Mary po 12.00. Postanowiliśmy mimo wszystko przejść się plażą przy Wyspie Omey, a następnie kierowaliśmy się do Narodowego Parku Connemara. Wiało i padało, ale my się nie daliśmy. Do wyboru były trzy trasy o trzech różnych długościach. Postanowiliśmy więc spytać Pana w kaloszach, który ewidentnie tam pracował i znał się na rzeczy, którą trasę nam poleca. Więc spojrzał na nas (wełnianie płaszcze, skórzane buty i dwie parasolki), spojrzał w niebo (raczej mocno zaciągnięte) i jeszcze raz na nas. Po czym stwierdził z typowym irlandzkim akcentem, że to nie jest dobra pogoda na spacer, jutro też raczej nie będzie, ani pojutrze. Zasugerował, że żółty szlak, który jest najkrótszy powinien nam wystarczyć przy tej pogodzie. Tak więc poszliśmy i dobrze się bawiliśmy. Jeszcze większą zabawę mieliśmy w aucie przebierając się w suche ubrania. Po tym spacerze Connemara nie zostawiła na nas suchej nitki.

I had these crazy plans in my head to ride the horses on the green hills of Ireland and instead the wind and the rain almost swept us from the ground and my umbrella got broken like in the films. But how Mary from Airbnb recommended us  „Even the rain in the morning didn’t dampen our spirits”. We had some good sleep, great breakfast and we said goodbye to Mary after 12.00 am. Despite the weather we decided to take a short walk along the coast near the Omey Island and then we headed to Connemara National Park. It was rainy and windy, but we didn’t loose our enthusiasm. We could choose one from three routes. We thought it would be good to take some advice, so we asked a man in rain boots, who was for sure working there, which of the routes he would suggest for us. So he looked at us (wool jackets, leather shoes and two umbrellas), then at the sky (very dark) and again at us. And then with a typical Irish accent he said that it is not a good weather for a walk, it won’t be tomorrow or neither the day after. So we have chosen the shortest route and we had a lot of fun. Even more when we had to change our clothes in the car because Connemara didn’t leave a single, dry thread on us. 

Tego dnia czekała nas jeszcze długa podróż do naszego następnego noclegu w Kinvarra. Po drodze jednak zahaczyliśmy o Opactwo Kylemore. Wiktoriańskie ogrody były trochę smutne, ale nie ma im się co dziwić. Luty to raczej ciężki okres dla ogrodów. Udało się jednak znaleźć kilka kwiatków zwiastujących nadchodzącą wiosnę, a także nacieszyć oko kolejnymi odcieniami zieleni. Zamek majestatycznie wygląda z zewnątrz. Ciężko jednak ocenić jego potencjał w środku, ponieważ zwiedzający mają dostęp tylko do czterech pokoi. Całość należy do sióstr zakonnych, więc nie ma możliwości zbadania go od środka. A chętnie bym się tam powłóczyła jak po korytarzach w Hogwarcie z mapą Huncwotów. Największe wrażenie zrobił na mnie mały kosciółek gotycki na terenia opactwa. Byliśmy w nim sami, powoli zapadał zmierzch, a z głośników śpiewały siostry po łacienie. Świeczki zapalone w intencjach zwiedzających lekko migotały. Zostawiłam także po sobie mrugający płomyk i czas był by po pokarmie dla ducha poszukać i czegoś dla ciała.

A long journey was waiting ahead of us to get to our next place to sleep in Kinvarra. But on our way we visited the Kylemore Abbey. The Victorian Gardens were slightly sad, but we don’t blame them. February is rather not a high garden season. We managed to find few flowers – signs of the coming spring and to enjoy another shades of green. The castle looks majestically from the outside, but is kind of difficult to estimate its inside potential. The visitors have access only to four rooms and the rest belongs to the convent there. So it is quite difficult to really explore it, but I could imagine wandering there with the Marauder’s Map like along the Hogwarts’ corridors. The small Gothic church was the thing that impressed me there the most.  It was just two of us and the singing nuns from the speakers. The candles lighted with intentions of prayer were delicately glimmering. I left one too and after the aliment for the soul we went to find something for the body as well. 

Po tradycyjnych zestawach ryby z frytkami zatęskniliśmy za naszym ukochanym włoskim jedzeniem. Uruchomiliśmy resztki naszego zagranicznego Internetu i znaleźliśmy jedną pizzerię, która nam się podobała. Jednak ponieważ w Galway byliśmy po raz pierwszy i było już ciemno, znalezienie jej w świecie rzeczywistym okazało się trudniejsze. I tak trafiliśmy do restauracji Mona Lisa. Nie dość , że była muzyka na żywo i otwarcie wystawy drewnianych instrumentów robionych ręcznie przez lokalnego artystę, to miejsce okazało się być prowadzone przez Włocha z prawdziwego zdarzenia. Ubrany w odśwętny garnitur z miną poważną nadzorował czy aby na pewno cały wieczór wszystko dzieje się prawidłowo. Moja carbonara była przepyszna, a pizza J. jedną z najlepszych jakie mieliśmy okazję jeść. Szczęśliwi i najedzeni wyruszyliśmy już prosto do Kinvarry.

After eating traditional fish and chips we really missed our beloved Italian food. We used the rest of our Internet package and we found one pizzeria that looked promising. But because it was our first time in Galway and it was already dark finding it in a real life was more difficult. This is how we made it to Mona Lisa restaurant. Not only there was life music and the opening of the wooden musical instruments exhibition (handmade by the local artist), but it was also run by an authentic Italian. Dressed in his best suit he was controlling if everything went well. My spaghetti alla carbonara was absolutely delicious and pizza that J. has ordered was one of the best we have ever eaten. Very happy and full we went straight to Kinvarra.

Tym razem na tę jedną noc mieliśmy zarezerwowany u Lindy cały mały wakacyjny domek. Jest coś magicznego w przyjeżdżaniu w nowe miejsce w nocy, kiedy jest zupełnie ciemno i nic nie widać. Rano zawsze czeka na Ciebie niespodzianka. I tak było tym razem. Widok z okna o poranku, sprawił, że postanowiliśmy wrócić tam kiedyś ponownie. Na wakacje. Z dziećmi.

This time we had a whole holiday house at Linda’s for ourselves. There is something magical when you come to a new place in the night, when it is totally dark and you can’t see a thing. In the morning there is always a surprise waiting for you. This time it was exactly like this. When we woke up the view from the window made us want to come back someday. For the holidays. With kids. 

Tego dnia przystankiem końcowym był już Dublin do którego na spacer wezmę Was w kolejnym poście. Jednak po drodze mieliśmy zaplanowany przystanek na Moherowych Klifach. Ta mała skała wystająca z wody to dokładnie ta, na której Dumbledore teleportował się z Harrym Potterem, żeby odnaleźć jednego z horkruksów. Dla kogoś, kto dzieciństwo spędził z nosem w książce z latarką pod kołdrą czytając kolejne części jest to nie lada gratka zobaczyć miejsca z książki na żywo. Obok tego cudu natury znajduje się także muzeum, w którym można zobaczyć na przykład zdjęcia tego miejsca w dniu, kiedy jest piękna, słoneczna pogoda. Ale mnie się bardzo podobało, że było mgliście i tajemniczo. Pospacerowaliśmy trochę, zaopatrzyliśmy się w ciepłą herbatę i ruszyliśmy do Dublina. Przebraliśmy się po raz kolejny w aucie w ubrania bardziej wyjściowe i zaczęliśmy zwiedzanie miasta od pysznej restauracji. Co tam jedliśmy i gdzie się włóczyliśmy napiszę w specjalnym poście dublińskim. A kto był w Irlandii i jak ja uzależnił się od oceanicznego powietrza niech pisze!

That day Dublin was our last stop. But I will take you there for a walk in the next post. On our way we had one more stop at Cliffs of Moher. This small rock that you can see on the right from the cliffs is the one that Dumbledore teleported on with Harry Potter to find one of the horcruxes. For someone who spent the childhood reading whole nights these series under the duvet with a torch, it is really a big thing. Next to this wonder of nature there is a museum, where you can see for example how the cliffs look like when the weather is sunny and beautiful. But I really enjoyed the fact that it was foggy and whimsical. We had a small walk there, bought a cup of hot tea and went to Dublin. Once more we had to change in the car which was absolutely hilarious and we started our visit in the city with really great food. But what we ate and where we went I will write in the special Dublin post. If you were in Ireland and you fell in love with the oceanic air as I did, I would love to hear about it!

Podziel się z innymi:
0

You Might Also Like