Miejsca

Bo w domu nie da się nic nie robić – Because you can’t do nothing at home

25 czerwca 2017

Czasem trzeba odpocząć. Jeść, spać, iść na spacer i znowu zjeść. Ten weekend spędziłam w domu i wiem jak trudno jest nic nie robić w domu. Widzisz ten kosz i wiesz, że wypadałoby zrobić to pranie. Jesteś w domu więc ugotujesz obiad i niestety nikt po nim nie posprząta jeśli ty tego nie zrobisz. Spacer… No tak, ale żeby jakieś ładne widoki były to trzeba trochę podjechać. Więc nie idziesz wcale lub robisz tą samą pętlę po okolicy. Mówcie co chcecie, ale w domu można robić wiele rzeczy, ale na pewno nie da się robić nic.

Paryż był piękny, ale to wielkie miasto. Mnóstwo ludzi wszystkich narodowośći i drugie tyle samochodów na drogach. Pięknie, ale tłoczno i głośno. Miasto miłości nigdy nie śpi, a nam się chciało już spać. Leżeć. Ogólnie w miarę możliwości nie ruszać za dużo. Więc wymyśliłam, że nie ma lepszego sposobu jak usprawiedliwić jakieś szaleństwo jak dać je komuś w prezencie wraz z twoim towarzystwem. Jeśli myślicie, że sama bym się wybrała do wypaśnego SPA to nie moi drodzy. Znając mnie miałabym poczucie winy zamiast relaksu, że tak poszalałam. Na szczęście to co J. kocha najbardziej na świecie (zaraz po mnie mam nadzieję) to SPA. I szczęśliwym zbiegiem okoliczności niedawno miał urodziny.

Sometimes you need to get rest. Eat, sleep, go for a walk, eat again. This weekend I spent at home and I know how difficult it is to do nothing at home. You see this laundry basket and you feel you really should do that washing. When you cook the meal you know that if not you nobody will clean the kitchen afterwards. A walk… to have some beautiful landscapes to admire you would need to drive somewhere. So you don’t go at all or you make the same loop in your neighborhood. Say whatever you want, bu at home you can do many things, but it is impossible to do nothing.

Paris was beautiful, but it is still a big city. Masses of people from all the nationalities and twice as many cars on the roads. Beautiful, but crowded and loud. The city of love never sleeps, and we really needed some sleep. Lie down. In general not to move too much. So I came up with and idea, that there is nothing better than explain away little craziness with inviting for it someone you love with your company as a bonus. If you think that I would go to such an amazing SPA on my own you are wrong my dear people. I would rather feel guilty for a week instead of feeling relaxed. Luckily for both of us SPA is something that J. loves the most (right after me I hope). And he just had his birthday.

Pojechaliśmy więc na weekend do hotelu Sonnenhof nad jeziorem Bodeńskim. Już dojeżdżając do Kressbronn widok na jezioro sprawił, że poczuliśmy się na wakacjach. Dwie i pół godziny od Zurychu i totalnie zmieniliśmy czasoprzestrzeń. Na miejscu od pani w recepcji po fantastycznych kelnerów byliśmy oczarowani świetną obsługą. Wraz z profesjonalizmem szło poczucie humoru i jakaś taka lekkość bytu. Jedzenie było pyszne, widok bajeczny, ludzi nie za dużo, spacer do jeziora nie za długi. Nasze humory jeszcze lepsze. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to był jeden z najlepszych weekendów w moim życiu.

We went to the wellness Sonnenhof hotel at the Lake Constance. Already on our way to Kressbonn the view on the lake made us feel like on holidays. Two and and half hour from Zurich we totally changed the surrounding. At the place everybody from the receptionist to the waiters were absolutely nice and charming. They were not only professional, but also had a great sense of humor and they created a great atmosphere of holidays. The food was delicious, the view was breathtaking, not to many people and the walk to the lake wasn’t too long. And our mood was even better. In all honesty I can tell that it was one of the best weekends in my life. 

Przyjechaliśmy późnym wieczorem w piątek. Zamówiliśmy kolację na tarasie z widokiem na uśpione jezioro. Załapaliśmy się nawet na fajerwerki. Co prawda małe i daleko, ale dalej pięknie wyglądały. Poza tym każde fajerwerki poza sylwestrem są jak prezent. Po kolacji padliśmy zmęczeni po całym tygodniu. Sobotę zaczęliśmy od pysznego śniadania na tym samym tarasie, z którego widok na jezioro oczarował nas jeszcze po zmroku poprzedniego dnia. Prognoza na telefonach straszyła deszczem na ten dzień, a przywitał nas piękny letni poranek. Wybraliśmy się na spacer nad jezioro. Spacerowaliśmy, rozmawialiśmy i cieszyliśmy się chwilą. Wróciliśmy na ten cudowny taras żeby coś zjeść. Popołudniu odkrywaliśmy wszystkie dobra SPA. Od basenu z pięcioma opcjami masujących bąbelków, czterech rodzajów saun i cudownego ogrodu z łóżkami z widokiem. J. po urodzinowym masażu powiedział, że to był najlepszy jaki kiedykolwiek ktoś na nim wykonał. Zrelaksowani zjedliśmy pysznego sznycla i rozbawiliśmy gości hotelu jeżdżąc z butelką wina w windzie bo chcieliśmy uchwycić dobre selfie w lustrze (tylko ludzie Instagrama zrozumieją, jak bardzo ważne to jest, powiedziałabym nawet życiowa sprawa). Chcieliśmy też obejrzeć jakiś film,  ale byliśmy tak zrelaksowani, że zasnęliśmy.

Teoretycznie po śniadaniu w niedzielę mieliśmy się wymeldować. Teoretycznie mieliśmy zagrać partyjkę w bilarda i wyjechać. Ale jakoś tak nam nie wyszło. Jakoś tak partyjek było trzy. Kelner przyniósł dla mnie wino. Spakowaliśmy rzeczy do auta i poprosiliśmy ładnie o przedłużenie dostępu do strefy SPA. Zjedliśmy też lunch i poleżeliśmy na ogrodowych łóżkach. Wyjechaliśmy po szóstej wieczorem. Zrelaksowani i szczęśliwi jak nigdy.

We arrived late on Friday night. We ordered the dinner at the hotel restaurant with a view on the lake. We were even so lucky to see some fireworks. Small ones and far away, but still every firework show beside the New Years Eve is a present. Later that night we just immediately fell asleep after a long week. The next day we started with a breakfast on the terrace that made us fall in love with the view the night before. Although the phone said it would rain it didn’t so we went for a walk at the lake. We were strolling and talking and just enjoying the moment. We came back to this great terrace to have a snack and in the afternoon we discovered all the SPA goodies. From the swimming pool with five different bubbles massages options, four different kinds of sauna and beautiful garden with comfortable beds with a view. After his birthday massage J. said that it was the best one he has ever had. Relaxed and happy we went for an evening meal and we had a great schnitzel. We also made some hotel guests happy when they saw us taking the lift with a bottle of wine and two glasses and going up and down just to take a perfect mirror selfie (only Instagram people will understand how important these things are). We wanted to watch a film, but we were so relaxed that we fell asleep in seconds.

On Sunday theoretically we were supposed to check out right after breakfast. Theoretically we planned to play billiard once and go home. But somehow we did something totally opposite. We played billiard three times. We packed our things to the car and very nicely we asked for a prolonged access to the SPA area. We ate the lunch and lied once again on these magical garden beds. Finally we said goodbye at 6 p.m. Totally relaxed and happy.

Podziel się z innymi:
0

You Might Also Like