Myśli różne

Być matką, żoną i kochanką – To be a mother, wife and lover

13 października 2016

Czasem robi mi się strasznie smutno jak sobie pomyślę jak niewiele jest nas kobiet, które chcą być… kobietami. Rozumiem, że dla wielu będzie to oznaczało stereotypowy obraz kobiety lub zbuntuje się, że nie o to walczyły nasze babcie, ale mimo wszystko od pewnego czasu mam wrażenie, że zaburzył się jakiś naturalny porządek świata i jak tak sobie patrzę co się z nim dzieje, to mam dziwne przeczucie, że coś jednak poszło nie tak.

Sometimes it makes me very sad when I think that only few women want to be… actual women. I understand that for some of us it will mean stereotypical picture of the woman or some will demur that is not what our grandmother fought for. I have this impression for some time now, that the natural order of the world has been perturbed. And when I look at this world I have a weird feeling that something went totally wrong. 

img_6149

Czuję się w mniejszości i to tej, która wcale nie jest chroniona jak co poniektóre. Od zawsze ciągnęło mnie do typowo kobiecych zawodów. Chciałam być nauczycielką, piosenkarką, kelnerką, aktorką. Z wykształcenia w końcu zostałam nauczycielką, a aktualnie pracuję jako niania. Ze wszystkich pytań, które usłyszałam i które jasno miały dać mi do zrozumienia, że chyba nie traktuję swojego zawodu na poważnie, najlepsze usłyszałam rok temu na sylwestrze. A jaką możesz zrobić w tym zawodzie karierę? Naprawdę nasze życie traci już sens jeśli nie zrobimy kariery? Nie awansujemy? Nie zaczniemy zarabiać więcej? Nie będziemy zarządzać innymi? Nie wyślą nas daleko w delegację? W sumie akurat w to ostatnie sama się wysłałam i chyba już tu zostanę. Szkoda, że nie odpowiedziałam wtedy dokładnie tego co myślałam… Tak naprawdę gdybym mogła nie pracowałabym zawodowo w ogóle.

I feel in the minority. The one that is not protected so well like others. I have always wanted to have a typical feminine job. I wanted to be a teacher, a singer, a waitress, an actress. In the end I am a teacher, who works now as a nanny. From all the questions I have been asked and that very clearly showed that my job is not „a real job”, the best one was last year on new years eve. What career you can have in this job? Seriously? Our life looses its meaning if we don’t have a career? When we don’t get promoted? When we don’t earn more? When we don’t manage others? When we are not sent on a business trip? I actually have sent myself to one and I think I will stay here. I would love to see the man’s face if I would have told him the truth… If I could I wouldn’t work at all.

Bo chciałabym być żoną, matką i kochanką. Bo życie jak z bajki to dla mnie domek w lesie lub małe mieszkanko na uboczu. Bo chciałabym w fartuchu w kwiaty gotować jesienią zupę z dyni, w niedziele piec ciasta dla rodziny i przyjaciół, odbierać dzieci z przedszkola i powłóczyć się z nimi. To pójść na gorącą czekoladę, to poleżeć na kocu, to w zimie na łyżwy się wybrać. Oglądać z nimi bajki i malować rękami. A kiedy mąż wracałby z pracy miałabym siły żeby go wesprzeć i wysłuchać. Zjadłby pyszny obiad i odpoczął. A wieczorem kiedy dzieci by spały oboje mieliśbyśmy siły i czas dla siebie.

Because I would love to be a wife, a mother and a lover. Because my dream life is a small house in the forest or a small and cosy apartment somewhere quiet. Because I would love to cook an autumn pumpkin soup while wearing a vintage, flowery apron. Bake cakes on Sundays for family and friends. Pick up children from the nursery and wander with them a little bit. Go for a hot chocolate, lay on the blanket, in the winter go ice-skating. Watch animated stories together and paint with our hands. And when the husband would be back home  I would have time to listen to him and support him. He would eat the dinner and rest. And in the evening when the children would be in bed we would have time and energy for each other.

Dobrze zdaję sobie sprawę, z tego że wiele kobiet stara się to wszystko co wymieniłam wpleść w skomplikowany rozkład tygodnia kobiety pracującej. Tylko ja nie chcę resztkami siły rozmawiać z mężem wieczorem. Nie chcę piec najszybszego ciasta z najprostszego przepisu. Nie chcę, żeby oczy mi się przymykały kiedy będę pomagać dziecku odrabiać zadanie. Chciałabym móc delektować się życiem i pomagać w tym innym. Taka kiedyś była rola kobiety. Dbać o ognisko rodzinne. Żeby wszyscy w domu czuli się bezpiecznie i przytulnie. Żeby to właśnie w domu było schronienie przed całym złem tego świata.

I am totally aware of the fact that many women try to squeeze all that I have mentioned into their complicated weekly schedule of a working woman. But I don’t want to be exhausted in the evening and talk with my husband. I don’t want to bake the quickest and simplest cake in the world. I don’t want to fight my closing eyes while helping children with their homework. I would love to delight in life and help others to do it. Long time ago that was the main role of the woman. Take care of the home. Make it a place where everybody feels safe and happy. To create the home that will be a shelter from all the bad things out there. 

Ktoś powie, że brak mi ambicji. Że jest tyle możliwości edukacyjnych i rozwojowych, a ja chcę się zamknąć w kuchni i gotować dla rodziny. Potrafię znacznie więcej. Ale pisać, fotografować, śpiewać mogę dalej. Niekoniecznie od tego musi zależeć byt finansowy rodziny. I tu historia zatacza koło. Bo myślę, że jeszcze kilka duszyczek by się znalazło, które podzieliłyby moje marzenia, ale wiedzą, że bez ich dochodu rodzinie nie starczy nawet na to ciasto najszybsze z najszybszych. Czasem tylko mignie mi ta myśl w głowie. Gdybyśmy nie zaczęły pracować te kikadziesiąt lat temu nasi mężczyźni mogliby zarabiać dwa razy więcej. A to oznaczałoby, że ich wypłata wystarczyłaby na utrzymanie rodziny. Ale to tylko moje przypuszczenie. I jest to tylko moje marzenie. Ponieważ jak na razie jestem ciężko pracującą dziewczyną i jak na razie nic nie zapowiada zmiany tego stanu rzeczy. I może, kto wie… Może gdyby moje marzenie się spełniło byłabym rozczarowana. Sęk w tym, że w tym całym równouprawnieniu nie pozostawiono nam miejsca na wybór. I do pracy iść trzeba.

Someone might say that I lack ambitions. That we have so many educational and developmental possibilities and I want to stay in the kitchen and cook for the family. I can much more. But I can write, take photographs, sing, but it doesn’t have to be income concerned. And this is the point were we make a circle. I think I could find a few women that would share my dream, but they know that without their income the family would’t afford even the simplest cake. Sometimes I have a glimpse of this thought. That maybe if we wouldn’t have started working decades ago, our men could earn twice as much. And that would be completely enough for the family. It is just my assumption. And it is only my dream. Because so far I am a hard working girl and so far no signs of changing that in my life. And maybe who knows… Maybe If my dream would come true I would have been disappointed. The thing is that in all these equal rights they didn’t leave us a choice. And we have to go to work. 

Zdjęcia pochodzą ze strony http://weheartit.com/
Pictures are from http://weheartit.com/
Podziel się z innymi:
0

You Might Also Like

  • Sprzet

    Wszystko fajnie, tylko zdajesz sobie sprawę, że te „stare dobre czasy” nigdy nie istniały, albo dotyczyły ułamka społeczeństwa?
    100 lat i dawniej temu, kobiety miały od groma roboty w obejściu i na polu, a nie piekły radośnie ciasta w pięknym domku w lesie.
    Nauczyciel – ten „kobiecy” zawód sfeminizował się dopiero w drugiej połowie XX wieku. Na skutek tego równouprawnienia, które tak bardzo Ci odebrało wybór. Jeszcze dawniej i aktorstwo było zupełnie niedostępne dla kobiet.
    Aha i płace NIE spadły dlatego, że kobiety uzyskały dostęp do pracy zawodowej. To mylenie przyczyn ze skutkami.

    • Mademoiselle Polonaise

      Zgadzam się z tymi sugestiami. A tekst był raczej takim luźnym obrazem pewnej wizji marzenia. A i marzenia i obrazy nie zawsze są na 100% logiczne 😉 miłego dnia!

  • Vera Drake

    „Gdybyśmy nie zaczęły pracować te kikadziesiąt lat temu nasi mężczyźni mogliby zarabiać dwa razy więcej.” Włos mi się zjeżył na głowie. Odrobina powagi, ja nie odbieram Pani prawa do marzeń o domku w lesie i zupie z dyni, ale cały ten wywód jest tak naiwny, że aż przerażającym jest, że mogła go napisac kobieta około 30tki (nie mylę się?).

    • Mademoiselle Polonaise

      Dziękuję za komentarz. W tekście było kiła mrugnięć do czytelnika:) spokojnie, nie jestem aż tak naiwna 🙂 miłego dnia!

  • Małgorzata Doros

    Lubię Twoją odwagę. Po latach walki o równouprawnienie takie wyznanie jest jej wyrazem. Jako czytelnik czuję, że szczere. A odwaga i szczerość to już imponująca kumulacja…

    • Mademoiselle Polonaise

      Dziękuję Małgorzato za to dobre słowo:) cieszę się, że czujesz szczerość 🙂 mam nadzieję, że tak pozostanie 🙂 miłego dnia!

  • Marta

    A ja podzielam Twoje marzenia, sama mam bardzo podobne. Kiedy codziennie ide mojej korporacji, zeby odsiedziec swoje 8 godzin ksiegujac faktury, zastanawiam sie: po co to kobietom bylo? Spedzam tu wieksza czesc dnia, najlepsze godziny, kiedy za oknem jest piekna pogoda, pracujac tylko i wylacznie dla pieniedzy. Chcialabym miec wybor i chcialabym nie pracowac zawodowo, chyba ze w mniejszym wymiarze i zeby mialo to jakikolwiek wiekszy sens dla mnie i innych ludzi, niz tylko pieniadze.

    • Mademoiselle Polonaise

      Miło, że mnie rozumiesz 🙂 może nam się kiedyś uda spełnić nasze marzenia:) pozdrawiam ciepło!