Myśli różne

Coś dla zmysłów – Styczeń – Something for the senses – January

2 lutego 2017

Kiedy przez krótki, aczkolwiek piękny okres w moim życiu miałam swoje małe mieszkanko i żyłam w nim sobie całkiem sama, zawsze pachniało w nim waniliowo. W zapachach jestem bardzo wybredna. Wśród perfum tylko dwa zapachy podbiły moje serce na tyle, że zostały w moim życiu na dłużej. Ich się trzymam i nie eksperymentuje. Ostatnio znowu znalazło się w moim życiu miejsce dla waniliowej świeczki z IKEA. W nowym miejscu pachnie domem. Moim domem.

For a short, but very beautiful time of my life I had my own little apartment and I used to live in it all by myself. In this small place on Earth of mine it always smelled with vanilla. I am very picky when it comes to the fragrances. There are only two perfumes that I loved so much, that they stayed for longer in my life. I stick to them and I don’t experiment. And in last month vanilla candle from IKEA have its place in my life again. At my new place it smells like home. My home.

photo

Nowe dzieło J.K.Rowling wzbudziło w grudniu wiele emocji. Chciałam przeczytać sobie tę sztukę po polsku więc kupiłam ją sobie na święta, a przeczytałam już w nowym roku. I tak sobie myślę, że dla prawdziwych fanów to nie miało znaczenia czy to powieść czy sztuka. Po prostu z zachwytem wróciło się do tego magicznego klimatu. Do Hogwartu i Zakazanego Lasu. Do Harrego, Rona i Hermiony. Po prostu. Do dzieciństwa.

At the end of last year the new story written by J.K. Rowling caused a lot of emotions. I wanted to read it in polish, so I bought it for myself for Christmas and read it in the New Year. And I was thinking a little bit about it. For a true Harry Potter fan it doesn’t matter if it is a play or a story. It was just amazing to go back to this magical atmosphere. To Hogwarts and the Forbidden Forest. To Harry, Ron and Hermine. Just like this. Back to childhood.

photo

Spojrzałam do swojej szafy i zobaczyłam same granatowe sukienki. Z tych codziennych. Z niecodziennych okazało się, że mam jedną białą i jedną czerwoną. Postanowiłam temu zaradzić i wykorzystać dogorywający już okres wyprzedaży. Kupiłam więc…kolejną granatową sukienkę. I siedzę w niej właśnie pisząc dla Was to zestawienie zmysłów ze stycznia. Te sukienki to już ewidentnie mój statement look. Dopasowane u góry, rozkloszowane na dole. Noszone od poniedziałku do niedzieli. Także ta granatowa była jedną z trzech, które kupiłam. Pozostałe dwie są bordo. W identycznym odcieniu. Takie są ton w ton normalnie. Rozważnie zamówiłam obie i nosiłam tylko jedną, żeby oswoić się z kolorem. Po dwóch dniach i miliardzie pytań do J. jak mu się w tym kolorze podobam postanowiłam zatrzymać i drugą. Teraz mam sukienkę na każdy dzień tygodnia i dwie pary spodni, których i tak nie noszę. Czas pojechać na jakąś wycieczkę w góry, bo normalnie szkoda tych spodni.

I looked into my wardrobe and I saw only the navy blue dresses. From the everyday ones. I found two other colours in the special occasions section – one red dress and one white. So I decided to use the opportunity of the finishing sales time. And I bought… another navy blue dress, which I am actually wearing while writing this post. These dresses definitely became my statement look. Fitting on the top and flattered in the bottom. Being worn from Monday to Sunday. But the blue one was only one from three dresses I bought. The other two are dark red. Identical shade of dark red. I wisely wore only one of them to check how I feel in this colour. After two days and billion questions to J. how does he like me in this colour I decided to keep the second dress too. Now I have a dress for every day of the week and two pair of trousers that I don’t wear anyway. Time to go for small trip into the mountains because really… It is a waste of such a nice pair of jeans.

photo                                                                           photo

Znowu na chwilę mam swój własny kąt. Nikomu nie przeszkadza, kiedy pierwsze co robię po wyłączeniu budzika to włączam playlistę na SPOTIFY. Tanecznym krokiem przerywanym małym przeciąganiem się docieram do kuchni gdzie gotuję wodę na kawę. Wielki kubek kawy. A raczej mleka z kawą. Ubieram się i z kawą na umywalce maluję się. Taki poranny rytuał. Te piosenki są radosne ale nie zbyt energiczne – idealne na dobry rozbieg w nowy dzień.

I have my own place at least for some time now. Nobody is annoyed when the first thing I do is turning the playlist on SPOTIFY immediately after turning off the alarm clock. Then I dance to the kitchen with a small stretching on the way and I boil the water for my coffee. Big cup of coffee. Or I should rather say milk with coffee. I get dressed and I do my make up with the coffee on the sink. My morning routine. And this playlist is joyful but not too energetic – perfect for a good start into a new day.

photo

Gdyby ktoś mi powiedział jeszcze kilka miesięcy temu, że kiedy będę rozważnie sięgać od czasu do czasu po kawałek czekolady (kawałek, a nie tabliczkę i dalej można mówić, że trzyma się człowiek diety, taki myk) i że spośród wszystkich czekolad MILKA, KINDER  i innych mlecznych dotychczas ukochanych ja wybiorę świadomie gorzką z LINDT’a z kawałkami pomarańczy to jak pewnie się domyślacie… wyśmiałabym. A tu się okazało, że nie tylko z kawałkami pomarańczy, ale nawet taka zwykła ciemna to mój wybór, którym się rozkoszuję. Kończę właśnie swój dwudziesty ósmy rok życia i chyba w tej czwartej siódemce naprawdę mi się kubki smakowe pozmieniały. Podobno smaki i upodobania nam się co siedem lat zmieniają. Także witaj gorzka czekolado. Usiądź wygodnie, bo coś czuję, że na długo zostaniesz w moich kulinarnych ulubieńcach.

If somebody would have told me few months ago, that when I will from time to time decide to indulge myself with a piece of chocolate (piece, not a bar and you still can say you keep the diet, that is the trick) and that from all (until now) beloved MILKA and KINDER chocolate I would choose dark chocolate with orange from LINDT I would laughed. And it appeared that not only the one with an orange, but also the plain dark one I choose and I love. I am just about to finish the twenty-eighth year of my life and apparently during the last period of seven years my taste has changed. They say that the taste and in general what we like changes every seven years. So welcome dark chocolate. Make yourself comfortable because I have a feeling you will stay longer in my sweet favourites.

photo

Podziel się z innymi:
0

You Might Also Like