Miejsca

Dublin

27 marca 2017

Nie odwiedzić katedry św. Patryka, to trochę jak być w Londynie i nie zrobić sobie zdjęcia z Big Benem. Zaczęliśmy więc od tego jednego z najważniejszych miejsc w Dublinie, a potem spokojnie spacerowaliśmy sobie po centrum co jakiś czas zaliczając jakąś atrakcję. Mieliśmy szczęście doświadczyć jakiegoś szalonego wiatru, który podobno zawitał do stolicy Irlandii po wielu latach nieobecności. Przewiało nas na wylot, ale na szczęście równocześnie nie padało. Pogoda zmieniała się za to jak w kalejdoskopie. Pięć minut świeciło piękne słońce, kolejne pięć robiło się całkiem ciemno, potem chwilę pokropiło i znowu pełne słońce. Jak wychodzisz z domu to naprawdę masz pogodową ruletkę. Nie wiesz co Cię zastanie. Ale myślę, że robi to wrażenie jedynie na turystach. Mieszkańcy raczej już przywykli.

Saint Patrick’s Cathedral

Z Katedry szliśmy już trochę za głosem żołądka. Śniadanie zjedliśmy raczej minimalistyczne i już tak nas ciągnęło na coś dobrego. Tak trafiliśmy do restauracji TOSCANA dokładnie na przeciwko dublińskiego zamku. Podzieliliśmy się więc sałatką i moją ulubioną pizzą z rukolą, kulkami mozarelli i pomidorkami koktajlowymi. Dzielenie się posiłkami stało się już naszą tradycją, która o dziwo wzbudza wciąż zaskoczenie. W większości restauracji porcje są całkiem spore, a jeśli ma się ochotę spróbować przystawki, dania głównego, a czasem i planuje się jakiś deser to ja nie wiem jak ludzie to mieszczą. Jakiś czas temu zdecydowaliśmy, że dzielimy się, a jak któreś z nas będzie jeszcze głodne to przecież zawsze można jeszcze zamówić. Przez ostatnie trzy miesiące raz nam się zdarzyło zamówić drugą pizzę. Także fajnie jest się dzielić, choć lepiej, żebyście nie widzieli jaką potrafię zrobić minę jak J. chce się napić wina z mojego kieliszka. Jedzenie w porządku, ale wina bronię jak lwica. To zdjęcie na którym mam spojrzenie w którym wymiaszany jest lekki, prawie niedostrzegalny uśmiech i lekka dezaprobata, w sumie nie pamiętam na co, ale ważne są te ciastka w witrynie. Tam też się podzieliliśmy. Senikiem na kakaowym, kruchym spodzie. Delicje. Swoją drogą. Dzieliliśmy się naprawdę wszystkim a i tak wróciliśmy do domu z pamiątką w postaci lekkiej, wagowej nadwyżki. Ja nie wiem, co poszło nie tak. Doprawdy.

Plac Trinity College jest jednym z tych miejsc,w których kiedy patrzysz na budynki i na te trawniki na których, niedługo kiedy zrobi się ciepło każdą przerwę będą spędzać studenci, to marzy Ci się powrót na studia. Nawet przez moment wydaje Ci się, że byłoby przyjemnie się pouczyć, pochodzić na wykłady, może nawet jakieś kolokwium napisać. Chciaż ja tydzień temu pisałam test z niemieckiego. I to w dodatku niezapowiedziany. Tylko budynek w którym pisałam, nie był taki piękny. Nasze kroki skierowaliśmy jednak do biblioteki, w której znajduje się Księga z Kells, prawdopodobnie jedna z najsłynniejszych ksiąg w Europie. I miałam taką przelotną myśl w tej bibliotece, pochylając się nad księgą z osiemsetnego roku, która jest niczym innym jak ręcznie spisanymi czterema Ewangeliami. Ludzie z całego świata przyjeżdżają zobaczyć tę Księgę do Dublina, odwiedzają także bibliotekę w Sankt Gallen, że zobaczyć inny Ewangeliarz spisany przez irlandzkiego mnicha. Szkoda, że tak wielu ludzi, tak bardzo chce się wyprzeć naszego chrześcijańskiego pochodzenia, w którym europejska kultura znalazła swoje fundamenty. Piękne rzeczy powstały właśnie dlatego, że ludzie wierzyli.

Trinity College Dublin

Po dawce kultury i kilku kolejnych kilometrach w nogach wybraliśmy się na przekąskę. Bruschetta z pomidorami i kieliszek białego wina to jest bardzo dobry start w wieczór. Przejrzeliśmy zdjęcia, ogrzaliśmy się trochę i ruszyliśmy do Małego Muzeum Dublina, mieszczącego się w starym domu mieszkalnym. W sumie to już się nie mieszczącego, bo planują się rozbudować, ale na razie adresu nie zmienili. Co nas bardzo cieszy, bo ten dom oraz jego okolicę niewątpliwie można zaliczyć do kategorii tych domów, które są piękne, nie na sprzedaż, chętnie byśmy zamieszkali, ale nas nie stać, poza tym nie są na sprzedaż. Mieliśmy szczęście trafić na wieczór sponsorowany przez Guinessa, więc za bilet nie płaciliśmy, a warto się tam wybrać z kilku względów. Sposób w jaki Pani opowiadała o historii Dublina i ważnych dla niego wydarzeniach tak trafia do słuchaczy, że ta Pani mogłaby kilku nauczycielom historii udzielić lekcji z ciekawego prowadzenia zajęć. Można się było uśmiechnąć do zabawnych opowiadań, ale także usłyszeć kilka faktów, do których sami byśmy nie dotrali.

The Little Museum of Dublin

Kulinarnym punktem kulminacyjnym była kolacja w Rustic Stone. Lubię mięso, ale znawcą nie jestem, dlatego dobrze, że byłam tam z J., który wiedział co wybrać i było pysznie. Bardzo podoba mi się idea podawania mięsa na gorąym kamieniu tak, że każdy może zrobić je dokładnie tak jak lubi. To była taka randka na koniec wakacji, bo był to nasz ostatni wieczór w Dublinie i następnego dnia popołudniu już lecieliśmy do domu. Jednak te zapachy, smaki i obsługa sprawiły, że podczas następnej wizyty w Dublinie na pewno tam wrócimy.

The Rustic Stone

Choć dni były intensywne, to coś, czego sobie nie odebraliśmy to długi sen. Chyba nam się nie zdarzyło opuścić miejsca gdzie spaliśmy, wcześniej niż o 11. Także ostatni spacer był bardzo przyjemy z kilku względów. Raz, że już tak nie wiało, jak poprzedniego dnia, choć czapa na głowie jeszcze była, bo w powietrzu dalej bardziej wyczuwało się zimę niż wiosnę. Dwa – byliśmy tego dnia całkiem wypoczęci. Trzy nasze podróże, także kulinarne troszkę rozpieściły nasze podniebienia i kiedy szukaliśmy w centrum miejsca na lunch zajęło nam chwilę znalezienie czegoś naprawdę smaczego. Rybne kulki w panierce z pysznym świeżym sosem oraz grillowany kurczak z kukurydzą niewątpliwie sprostały. Ale, żeby posiłek był kompletny to i deser musiał się znaleźć. Łatwiej pokazać Wam zdjęcie i niż opisać moją radość, kiedy okazało się, że za rogiem znajduje się LADURÉE. Makaronikami i kubeczkiem lodów zakończyliśmy te szaloną rozpustę i czas było wracać do Zurichu. Jednak po tej wizycie mamy kilka ulubionych miejsc, do których chętnie wrócimy.

Podziel się z innymi:
0

You Might Also Like