Myśli różne

Miłość przy stole – Love at the table

18 kwietnia 2017

photo

Przeziębiłam się. Jak mogło być inaczej. Przecież przyjechałam do domu tylko na cztery dni. Żeby być z rodziną na święta jechałam 22 godziny autobusem. Obejrzałam cztery komedie romantyczne i przeczytałam dwie książki. Następnie wykonałam master plan z wizytami u lekarzy, fryzjera i kościołem. Wyśpiewałam całą sobą wszystkie pieśni na Wigilii Paschalnej i padłam. W Niedzielę Wielkanocną zamiast obudzić się szczęśliwa i pełna radości gdyż Chrystus zmartwychwstał, raczej ledwo przełknęłam poświęcone jajko przez moje zbolałe gardło. Żurek z kolei doprawiłam swoimi słonymi łzami. Wcześniej nie było u nas tej tradycji i nie mówię tu o doprawianiu zup łzami, ale o żurku. W tym roku Mama zrobiła go po raz trzeci. Jednak z racji moich różnych historii życiowych, nie było mnie w domu na Wielkanoc ostatnie dwa lata. Więc żurek w mych ustach miał swój debiut. Raczej mu zadania nie ułatwiłam.

I caught a cold. It couldn’t have been any different. I have just come back home for four days. To be with my family for Easter I travelled 22 hours on the bus. I watched four romantic comedies and read two books. I did the master plan with all the doctors, hairdresser and church visits. I sang all songs during the 4 hour Easter Eve Mass putting my whole heart into it. We came back home from church and I died in my bed. On Easter Sunday instead of waking up with with joy and happiness because of Jesus’ resurrection I had difficulties to swallow the blessed egg with my sore throat. I spiced the Easter soup with my salty tears. We didn’t have this tradition before. And I don’t mean spicing meals with tears, but this special Polish Easter Soup. It is made from fermented rye flour with added sausage, vegetables and a half of boiled egg put just before serving. My mum has made it for the third time, but because of my life stories, I haven’t been at home last two Easters to try it. So this year it was this soup’s debut in my mouth. I didn’t make it easier for it. 

Wiecie jak to jest, jak chcecie żeby było pięknie, a wychodzi jak zwykle? Więc zamiast ze smakiem pałaszować wielkanocne pyszności, moja niedziela przypominała raczej walkę o przetrwanie. Ale było coś niesamowicie jednoczącego w tym dniu. Pogoda za oknem nie pomagała raczej nikomu. Kalejdoskop czterech pór roku kręcił się w naszym ogrodzie cały dzień. Od letniego słońca i niebieskiego nieba po horyznot zaciągnięty grafitem i kulki gradu atakujące ledwo zakwitłe drzewa owocowe. Mamę od rana bolała głowa, Babcia miała nierówny puls, a Klara w sumie nadrabiała za nas wszystkich mając dobry humor, regularne drzemki i dobry apetyt. I tacy zmęczeni, trochę życiem sponiewierani siedzieliśmy razem nad żurkiem i sernikiem. Dzieliliśmy się radościami i smutkami oraz grupowo mierzyliśmy sobie ciśnienie. Ponosiliśmy na rękach naszego naczelnego bobasa rodzinnego i byliśmy szczęśliwi. Bo święta i rodzina nie są idealne, kiedy wszyscy pięknie wyglądają, stoły uginają się pod ilością jedzenia, a grafik spotkań rodzinnych i towarzyskich wypełniony jest od świtu do wieczora. Idealna rodzina i idealne święta to te, gdzie pomimo ludzkich słabości i gradu za oknem wszyscy okazują sobie miłość. I tylko ta miłość pozwala nam wciąż przeć do przodu.

You know how it works? You try so hard to make everything perfect and in the end life shows you that it had a different plan. So instead of enjoying all good food and great company I was mainly trying to survive. But there was something unbelievably unifying in this day. The weather outside the window wasn’t helping anybody. We literally had a kaleidoscope of four seasons in our garden. From the summer sun and blue sky to grey and heavy clouds with small icy balls falling down from the sky and hitting poor and delicate fresh flowers on fruit trees. My Mum had a headache since early morning, my Granny had an erratic pulse and only Klara was in a good mood, with great appetite and peaceful naps. So we were sitting at the table. Tired and a little bit exhausted with life. Trying to enjoy the cheesecake. We were sharing our small happy and sad things. And we did a family blood pressure check. Which was actually pretty funny if you could see us. We carried our main baby-girl in the family and we were truly happy. Because no holiday or family is perfect because of great food and fancy outfits and all planned family events. Perfect family and holiday is when despite all the difficulties and hail outside the window everyone shows their love. And only this love makes us move forward. 

wymarzona jadalnia / dream dining-room

 

 

 

Podziel się z innymi:
0

You Might Also Like