Myśli różne

Poniedziałki jak ten – Mondays like this

6 grudnia 2016

Czasem po prostu nie da się tego uniknąć i w tydzień wchodzi się delikatnie mówiąc z poślizgiem. Raz za późno skończy się niedzielny wieczór, innym razem przygniecie Cię jesienna codzienność. Ciężko stwierdzić, co spowodowało u mnie taki start, ale ewidetnie z lekka był to falstart. Niby wstałam, ale jednak bardziej po prostu sturlałam się z łóżka w środku nocy, bo o 5.30. Siedziałam chyba za długo na brzegu wanny szczotkując zęby i wpatrując w punkt osadzony w odległej czasoprzestrzeni. Ciężko powiedzieć, żebym się pomalowała, bo raczej pędzlem z odrobiną podkładu zneutralizowałam swoją różową twarz. O dwie minuty za długo cieszyłam się kawą wypitą w domu. I zapomniałam o najważniejszym. Przecież kupiłam poprzedniego dnia nowe botki.

Sometimes it is just impossible to avoid it and you start the new week with a small slippage. Once it is because the Sunday evening ended too late, another time the autumn reality is just too much. I can’t really tell which case was mine, but for sure I had a false start. I would love to say that I got up in the middle of the night because it was 5.30 am, but it looked more like rolling down from the bed. I guess I was sitting too long on the bathtub brushing my teeth and staring somewhere in the space time. It is also difficult to say that I put on my make-up because what I was able to do was putting a drop of foundation on my rosy face. I was enjoying the coffee at home two minutes too long. And I have forgotten the most important thing. I bought new shoes the previous day.

monday2

Na obcasie. Siedmiocentymentrowym jak nic. Z natury raczej szybko chodzę, ale chyba w tych nowych butach nie było to wystarczająco szybko. Wpadłam na dworzec, zgrzana wybitnie, bo jakiś ciepły wiatr wiał o szóstej rano. Byłam o krok od zaryzykowania nie kupowania biletu w maszynie i pojechania bez niego. Ale stwierdziłam, że jednak nie mam luźnych 100 franków gdybym jednak nie miała szczęścia. Zdążyłam na pociąg i nawet miałam bilet. I dobrze się stało, bo ledwo usiadłam to usłyszałam męskie Guten Morgen które poniosło się w całym przedziale. Pospiesznie sięgnęłam po portfel, gdzie włożyłam bilet i wyciągam jeden za drugim, a daty na nich są wszystkie tylko nie ta właściwa. Jak piąty bilet w ręce nie miał wydrukowanego 21.11.2016 z lekka mnie zmroziło. Wyglądałam już jakbym w karty chciała grać z panem kontrolerem. Na szczęście szósty bilet był tym właściwym. Choć sytuacja prawie się powtórzyła kiedy pan poprosił mnie o kartę zniżkową. Znalazła się gdzieś pomiędzy tą z Douglas’a i kredytową. Jak odszedł włożyłam słuchawki i wzięłam głęboki oddech.

They are high heel boots. I usually walk quite fast, but in these new shoes I wasn’t fast enough. I ran inside the train station, totally hot in my winter jacket, because apparently a warm wind was blowing that morning. I was very close to risking and not buying the ticket in the machine and taking the train without it. But it in the end I decided I don’t have spare 100 CHF if I wasn’t lucky enough. I made it on time and I even had a ticket. And that was a perfect decision, because the moment the train drew out I heard man’s voice saying Guten Morgen to everybody. I quickly took my wallet out of the handbag and looked for the ticket. I was taking out one by another, but none of them had a right date. When the fifth ticket was’t dated on 21.11.2016 I slightly panicked. I already looked like I wanted to play cards with the ticket inspector. Luckily the sixth one was the right one. But the situation almost repeated when he asked my for my Halbtax card. I found it somewhere between the Douglas card and the debit one. I put my headphones on and I took a deep breath.

monday3

Takie dni zazwyczaj już do wieczora są nerwowe i jakieś takie pospieszne. Ale nie muszą. Można to jeszcze zmienić. Jak już wyrównał mi się oddech od tej gonitwy włączyłam sobie ulubioną piosenkę ostatnich dni patrzyłam przez okna pociągu na zaspany, ciemny jeszcze świat i myślałam jak wyhamować na samym początku tego tygodnia. Przede wszystkim postanowiłam się nie spieszyć już z niczym. To co najważniejsze udało się rano, ale później na szczęście nie było już takiej konieczności. Moje spokojne i wolne podejście do dzieci zaowocowało ich spokojem i dzień płynął leniwie. Na wszystko był czas. Kiedy dzieci zasnęły zrobiłam sobie herbaty, wzięłąm zestaw słuchawkowy i poszłam na spacer porozmawiać z przyjaciółką. Usiadłam na kamiennych schodach i najpięknieszy kot w okolicy ułożył się wygodnie na moich kolanach. Drapałam go za uszkiem, a on mruczał bardzo zadowolony z życia. Po spacerze nalałam wody do wanny, włączyłam w niej różowe lampki i wrzuciłam równie różaną babeczkę do kąpieli o różanym zapachu. Z telefonu cicho leciała relaksacyjna playlista z kolędowym motywem przewodnim. Cała pachnąca różą zawinęłam się w pościel i zasnęłam z poczuciem, że właśnie skończył się bardzo dobry dzień.

Days like these are usually nervous till the end and in a great rush. But the don’t have to be like that. We can always change it. When I started to breathe normally I listened to one of my favourite songs and looked outside the window at the dark and still asleep world. I was thinking how can I slow down on that crazy Monday. I decided not to rush anymore that day. I made it on time to work and that was the most important thing. After that I could choose to be calm. Because I was so calm the children they were as well and when they fell asleep I made myself a cup of tea, took the phone and went for a walk to talk with my best friend. I sat on the stone stairs and the most beautiful cat lied on my knees. I scratched him behind the ear and he was purring being very satisfied with his life. After the walk I ran a bath, turned on the pink lights inside it and put a rose bath ball. I listened to the relaxing Christmas playlist on my phone and I went to bed with a feeling of a great day. Because a great day it was.

Podziel się z innymi:
0

You Might Also Like