Jedzenie Myśli różne

Słodka wojna

6 marca 2016

Aniołem nie jestem, ale kiedy po dniu naleśnika, śledzika oraz pizzy nadeszła środa popielcowa podjęłam post ścisły. Zrezygnować z mięsa? Żaden problem. Jeden posiłek do syta? Pestka. Żadnej czekoladki? Ciasteczka? Herbatniczka? Żartujecie sobie, prawda? Jeden dzień. Dwadzieścia cztery godziny. I gdzieś około godziny jedenastej przedpołudniem nerwowo gryząc piętnastego migdała dotarła do mnie dość brutalna prawda. Jestem uzależniona.

W moim życiu było znacznie więcej popularnych zagrożeń uzależniających. Wydawałoby się jeszcze rok temu, że gdybym chciała dołączyć do grupy wsparcia to na pewno nie nazywałaby się ona Anonimowi Cukieroholicy. Nie sądziłam, że można w ciągu godziny tyle razy otworzyć jedną szafkę i tyle samo razy zamknąć ją, niczego nie wyciągając, a jedynie ciężko wzdychając i mamrotając pod nosem na tyle cicho nie najpiękniejsze słowa rozgoryczenia, aby dzieci nie powtórzyły ich jako swoich pierwszych słów po polsku. Swoją drogą mój brat może i słusznie zasugerował, że jakbym miała zacząć posługiwać się językiem prosto z najnowszego zwiastuna Pitbulla to może jednak lepiej, żeby zjadła sobie cukierka.

Ponieważ noc mi służy pod wieloma względami. Nie tylko w ciemności lepiej się wygląda, ale mnie jakoś mózg sprawniej funkcjonuje. Jak masz problem idź do wujka. Najlepiej Googla. I tak zaszłam nocą do wujka i zaczęłam czytać. Uzależnienie to uzależnienie. Mechanizm jest ten sam. Problem też. Różnica w skutkach. Pijak wpadnie pod samochód, palacz szybciej da dom małemu czerwonemu pancernikowi, a słodyczoholik? Słyszeliście kiedyś, żeby ktoś osobie jedzącej czekoladę rzucił jak Ty to możesz jeść? Wszędzie to samo rozwiązanie. Zmiana zaczyna się od podjęcia decyzji. Tak chyba ogólnie jest w życiu. Trzeba wziąć się w garść i podjąć decyzję. Kupiłam więc mus jabłkowy (bez dodatku cukru) oraz mieszankę studencką i podjęłam wyzwanie życia bez słodyczy. Dzień drugi – jeszcze żyję.

Dzień dziewiąty

Nie jest źle. Po dziewięciu dniach przestałam myśleć o tym, że nie jem słodyczy. Nerwica, depresja oraz chęć destrukcji przeszły mi po jakiś trzech dniach. Wcinam ten mus, rzadziej mieszankę i delektuję się resztą pokarmów. Nie wiem kiedy nastąpi moment załamania, ale jeśli takowy nadejdzie to niewątpliwe zainspiruje mnie on do napisania o tym słów kilka.

Trzy tygodnie

Czekolada? Jaka czekolada? 😉

Podziel się z innymi:
0

You Might Also Like