Miejsca

Wypocznij z Goethem – Relax with Goethe

21 maja 2016

Pozwólcie, że zabiorę Was na spacer po Baden. Spacer w pięknym, słonecznym dniu, kiedy nawet niedowidzący fotograf zrobiłby rewelacyjne zdjęcia, bo po prostu tego nie dało się zepsuć. Wiecie jak to jest… Planujesz dalekie wycieczki, planujesz zobaczyć najsłynniejszą górę w kraju, planujesz i pada i mgła zastaje Cię na miejscu. Ale nadchodzi taki dzień, kiedy poprzedni wieczór skończył się za późno, a poranek zaskoczył Cię za wcześnie. I zbierasz się pół dnia i śniadanie jesz godzinami i kawa na nogi też nie do końca stawia. A tu proszę. Słońce zaplanowało na ten dzień pełnię lata. I tak ledwo patrząc spod zbyt ciężkich powiek na świat myślisz sobie… No nie mogę, po prostu nie mogę tego tak zupełnie zmarnować. I nie zmarnowałam.

Wyznaczyłam sobie za cel znalezienie klimatycznego miasteczka niedaleko Zurychu, które miałoby zamek lub jego ruiny. Wewnętrzna księżniczka nie daje mi spokoju i czasem muszę zajrzeć w strony, w których czuję się domowo. Okazało się, że do Baden można dojechać w piętnaście minut jak wsiąść do właściwego pociągu, który nie marnuje czasu na zbędne stacje po drodze. Tym magicznym sposobem z ruchliwego Zurychu w oka mgnieniu przeniosłam się do uzdrowiska, w którym wypoczywali tak wielcy ludzie jak Goethe, Nietzsche czy Tomasz Mann. W tym zacnym towarzystwie nad brzegiem rzeki Limmat postanowiłam podreperować swoje własne samopoczucie.

Spacer rozpoczęłam idąc uliczkami starego miasta i jak to ja zachwycając się co chwilę fontanną, okiennicami czy gołębiem, który chyba wyczuł we mnie pozytywne nastawianie, bo nie uciekł kiedy drobnymi kroczkami zbliżałam się by uchwycić jego zadumę nad światem. Stare, malownicze kamieniczki z wypisanymi datami, drzwiami i oknami w różnych kolorach tak mnie zauroczyły, że stałam i patrzyłam się na nie jak zaczarowana, a panowie robotnicy z budynku na przeciwko sympatycznie się do mnie uśmiechali. Pewnie chcieli dodać otuchy zagubionej dziewczynie.

Posiliłam się pysznym, cytrynowym ravioli i zbierałam siły na kontynuację spaceru czytając książkę. A było na co zbierać siły, bo to był ten dzień kiedy marzysz o tym, żeby wszędzie były windy i schody ruchome, bo wydaje Ci się, że kolana masz z waty i ogólnie marzysz o powrocie do łóżka. A ja chciałam zdobyć mój zamek. Po drodze, co chwilę znajdowałam inspiracje literackie lub filmowe. Był Tajemniczy ogród, do którego się nie włamałam. Ograniczyłam się do podglądania. Było Pod słońcem Toskanii, choć na szczęście mój gołąb nie postanowił zwiastować mi szczęścia na swój wysublimowany sposób. W filmie pewna starsza pani wierzyła, że jeśli gołąb zostawi na Tobie pamiątkę to zwiastun szczęścia. Na szczęścia ja szczęście widzę wszędzie. I żaden gołąb zwiastować mi go nie musi.

___

Let me take you for a walk in Baden. A walk on a beautiful, sunny day. On this day even a photographer with sight problems would have taken amazing photos. There were no chances to spoil it.  You know how it is… You plan faraway trips, you plan to see the most famous mountain in the country, you plan and then it rains and everything is hidden behind the clouds. And then comes a day when the evening ended too late and the morning came too early. And you try to put yourself together for a half of the day, you eat your breakfast for hours and even the coffee doesn’t help. And it is a day when the sun planned to surprise you with summer. So you look through your too heavy eyelids at the world and you think… I can’t. I really can’t totally waste a day like this. And I didn’t.

I set my goal which was to find a nice town nearby Zurich, which would have a castle or ruins of it. My inside princess forces me sometimes to visit places like this to make her feel at home. It appeared that you can reach Baden in fifteen minutes if you take the right train that doesn’t waste its time to stop on insignificant stops on the way. And in this magical way, in a blink of an eye I moved from busy Zurich to the health resort, where great people like Goethe, Nietzsche or Tom Mann used to spend time relaxing. So I decided to relax by the Limmat river too.

I started my walk wandering down the small streets of the old town. And because I was just being me I raved about every fountain, shutter or a pigeon, which must have sensed good vibes from me, because it didn’t fly away when I was approaching with really tiny steps to capture its reverie. Old, picturesque tenements with dates written on them, doors and windows in different colours ensorcelled me so much that I was just starring at them like enchanted. The workers were smiling nicely  to me. I think they wanted to encourage this poor, lost girl.

I refreshed myself with the most delicious lemon ravioli I have ever had and relaxed before continuing the walk. And I needed a lot of power to get to my castle, because it was the day when you dream about escalators and lifts everywhere you go. Basically you dream of going back to bed your whole day. On my way to the castle I found a lot of literary and film inspirations. There was The secret garden, which I didn’t enter and I just looked inside through the gate. There was Under the Toscan sun, but luckily my pigeon didn’t foretell me the fortune on its own way. In the film there is an old lady who believes, that if a pigeon leaves something on you it means you are lucky. I am happy enough without the pigeon’s help.

Podziel się z innymi:
0

You Might Also Like