Dzieci Miejsca

Zoo w Zurychu – Zoo in Zurich

25 września 2016

Wczesna jesień jest idealnym czasem na odkrywanie atrakcji w mieście, w którym się mieszka. Za zimno, żeby siedzieć nad jeziorem, ale jeszcze za ciepło, żeby całkowiecie zabarykadować się z gorącą herbatą pod kocem w domu. Więc poszliśmy do zoo. Jedno już wiemy na pewno. Zuryskie zoo nie zostało stworzone z myślą o tych, którzy chcą się napatrzeć na dzikie zwierzęta. Na pewno jednak pomyślano w nim o pełnym komforcie jego mieszkańców. Włącznie z prawem do samotności i prywatności. Każda klatka jest tak skonstruowana, że w dowolnej chwili lew, niedźwiedź czy nawet pingiwn mogą się schować przed światem i udawać, że ich nie ma. Jest to miejsce na długi spacer w otoczeniu pięknej roślinności i czasem z odrobiną szczęścia można dojrzeć jakiś egzotyczny ogon lub łapę.

Na szczęścia mają tam też place zabaw dla dzieci, więc znalazłam coś dla siebie i sama udawałam małpkę z dobrych kilka razy. To co niewątpliwie robi wrażenie to słonie. Powiedziałabym nawet, że jest to wrażenie odpowiednie do rozmiaru tych zwierząt. Wielkie. W przepięknie zaprojektowanym budynku rodzina słoni spokojnie sobie spaceruje, przytula się i trąbą szuka siana. Małe słoniątko dalej chętnie przysysa się do słoniowej mamy i chodzi za nią krok w krok.

Zebry jasno określiły swój stosunek do nas, a jedna kapucynka z radości na nasz widok spadła na trochę niższą gałąź niż planowała. Sowy były przepiękne, szczególnie moja ulubiona, rodem z Harrego Pottera – śnieżna sowa. Problem z sowami jest taki, że znajdują się za kratkami i zrobienie ładnego zdjęcia jest niemożliwe o ile nie wciśnie się obiektywu w siatkę. Sęk w tym, że niejeden chyba miał taki pomysł i nie wiadomo czy coś zostało z jego obiektywu, ponieważ co pięć metrów jest tabliczka z informacją o zakazie robienia zdjęć przez siatkę. Paw z kolei nie uznał mnie za wystarczająco atrakcyjną samicę, żeby pokazać swój ogon w pełnej okazałości. Ale przynajmniej się nie schował. Dobre i to.

Early Autumn is a perfect time to discover attractions in your own city. It is too cold to sit by the lake, but still too warm to snuggle under the blanket with a cup of hot tea. So we went to the zoo. And there is already one thing we know for sure. Zurich zoo wasn’t constructed for people who want to watch wild animals. But for sure somebody thought about comfortable conditions for them. Including their right to have privacy. Every cage is planned perfectly to give the animals a chance to hide whenever they want. And I can tell you that they use this right a lot. Lions, penguins and bears, they all pretend to be not there. It is a perfect place to have a great walk among beautiful nature and sometimes with a little bit of luck you might see an exotic tail or a paw.

Fortunately they also have playgrounds for children there, so I found something for myself and I pretended to be a little monkey. What really made a big impression on me was the place with the elephants. I would even say that the impression was almost as big as these animals. In a beautifully designed building the elephant family was slowly walking, cuddling and looking for some hay in big holes. The smallest elephant was is still breast fed so it follows mum with every step.

The zebras had shown their attitude to me in a very obvious way and Capuchin monkeys were so happy to see us that they almost fell down from the branch. The owls were amazingly beautiful, especially the one from the Harry Potter series, the Snowy Owl. The problem with the owls in the zoo is that they are in the cage that makes taking a nice photo of them almost impossible. You would need to ram the objective into the small hole in the cage and you couldn’t be sure if anything would be left afterwards. This is probably why you can find so many information signs telling you not to do it. Peacock didn’t find me as an attractive mate enough to show us its open tail. But at least it didn’t hide it. That was nice of him. 

Podziel się z innymi:
0

You Might Also Like